Z dyżurów

Gdy drzewo zagraża bezpieczeństwu

Topola nie wyglądała na poważnie chorą. Fot. Google Maps

Opisywałam Wam zgłoszenie wycięcia dorodnej topoli przy al. Kościuszki na tyłach działki z budynkiem przy Piotrkowskiej 175 (tutaj >>). Przy okazji chciałam Wam zwrócić uwagę, że nie zawsze na mapie Intersit łatwo przyporządkować działkę gruntową do adresu gdy budynek należy do kogoś innego niż teren wokół. I przez to także trudniej wyszukać decyzję w Ekoportalu, który słabo wyszukuje po numerach działek – tak było tym razem. Trzeba w=tedy sprawdzać pod różnymi prawdopodobnymi adresami. Ale udało mi się i tak szybko otrzymać z urzędu marszałkowskiego wyjaśnienie tej bolesnej wycinki, za co jestem wdzięczna, bo w naszym mieście wcale nie jest to oczywiste i często niepotrzebnie czeka się i kilka miesięcy na takie informacje. Marszałek radzi sobie z tym najlepiej.

Chciałabym zwrócić uwagę na kilka kolejnych aspektów tego pisma. Trochę się „poczepiam”, by było jasne, czego warto dociekać w innych tego typu przypadkach.

Z decyzji wynika, że rosnące na miejskim terenie drzewo zostało usunięte na wniosek innego „podmiotu”, prawdopodobnie wspólnoty mieszkaniowej, która zleciła ekspertyzę jego stanu i stopnia zagrożenia. I że właściciel terenu – Miasto Łódź – na tyle miał w nosie los swojego majątku, że nie pojawił się na oględzinach. Wynika z niej, że czyreń spowodował ogromne spustoszenie w części odziomkowej pnia i sytuacja była krytyczna. Usunięcie drzewa zapewne było w takiej sytuacji konieczne. To przypadek pokazujący, że czasem dopiero porządne badanie może wykazać zły stan drzewa – i że takie badania drzew w ogólnodostępnej przestrzeni powinny być wykonywane cyklicznie przez Zarząd Zieleni Miejskiej, jak ma to miejsce w Warszawie, a nie tylko gdy zleci je zaniepokojony sąsiad. UMŁ zakupił tomograf do badań obrazowych drzew – postanowiłam zapytać, ile razy i w jakich przypadkach go wykorzystywał oraz kto został przeszkolony do jego obsługi.

Co jeszcze dziwnego w tej decyzji?

Po pierwsze – w decyzji nie ma informacji, że zagrożenie jest nieusuwalne. A jedynie w takim przypadku usunięcie drzewa jest uzasadnione. Oczywiście dla fachowców może to być oczywiste i wynikać z treści ekspertyzy, ale dla rzetelności informacji publicznej byłoby dobrze, gdyby urząd wydając decyzję wskazał „Analiza stanu drzewa i jego lokalizacji wykazały, że nie ma możliwości zapewnienia bezpieczeństwa w sąsiedztwie drzewa w przypadku jego zachowania”. Nie zawsze samo występowanie owocników grzyba decyduje o usunięciu rośliny – znam jesion na terenie jednej z łódzkich uczelni, z którego owocniki grzyba są usuwane, a teren wokół został wygrodzony, by w razie upadku rośliny nic się nie stało.

Po drugie – nie tak powinna wyglądać dokumentacja fotograficzna z oględzin drzewa załączana do odpowiedzi na wniosek o dostęp do informacji o środowisku, która jest elementem nadzoru społecznego nad ingerowaniem w nasze wspólne dobro – przyrodę. Takie skany zdjęć po prostu są nieczytelne i nie da się na ich podstawie stwierdzić, czy wykazane w decyzji krytyczne wady drzewa miały miejsce. Niestety zawsze tak wyglądają skany zdjęć – czy dostarcza je marszałek, urząd miasta, czy konserwator zabytków. Podejrzewam, że urzędowe skanery są ustawione na skanowanie pism, a nie fotografii. Świadczy to o pewnym lekceważeniu procedury dostępu do informacji o środowisku.

Zauważcie też, że nie ma też mapki z lokalizacją drzewa ani mapki z lokalizacją nasadzeń zamiennych – przy dużych działkach z większą ilością drzew taka dokumentacja może spowodować omyłkowe usunięcie innego, zdrowego drzewa – i w efekcie podwojenia strat przyrodniczych.

Reasumując –

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *