Polskie przepisy traktują drzewa nie jako ważny i chroniony element środowiska, lecz jako mienie. Gdy jest to mienie prywatne, nawet wycięcie drzew bez wymaganego pozwolenia jest traktowane jako wykroczenie, nie przestępstwo. Nawet, gdy usunięto drzewo objęte ochroną z Ustawy o ochronie zabytków (Art. 107d Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, poważne kary zaczynają się od Art. 108)… Jakie to ma znaczenie? Choćby taki, że policja wezwana do przestępstwa ma obowiązek i uprawnienie do natychmiastowej interwencji. Również osoba skazana za przestępstwo może mieć spore problemy z codziennym funkcjonowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej.
Wyjątkami są sytuacje, w których doszło do zniszczenia w bliżej nieokreślonych „w znacznych rozmiarach” albo przy usuwaniu drzewa doszło do zniszczenia siedlisk gatunków chronionych (Art. 181 par. 2 KK), albo gdy drzewo było pomnikiem przyrody – wtedy ma zastosowanie Art. 187 Kodeksu karnego. Ale i tu są furtki, by kara nie była dolegliwa i zakończyło się na grzywnie – wystarczy wykazanie, że nie wiedziało się o statusie pomnika przyrody, albo że szkoda przyrodnicza nie była istotna.
Ale większość wycinek bez wymaganego zezwolenia nie dotyczy roślin z rejestru zabytków, nie da się wykazać zniszczenia siedlisk gatunków chronionych, a wykazanie „znacznej szkody” jest trudne. Kary za usunięcie „kilku zwykłych drzew” są więc najczęściej finansowe, a to powoduje, że właściciele działek kalkulują, co im się opłaca. Jakie w 2025 roku są stawki?
Jakie stawki kar za wycięcie drzewa bez zezwolenia?
To jedynie dwukrotność opłaty za usunięcie drzewa, ponoszonej zamiast nasadzenia kompensacyjnego. Naliczana jest od obwodu drzewa na wysokości 130 cm:
- kasztanowiec zwyczajny, klon jesionolistny, klon srebrzysty, platan klonolistny, robinia akacjowa, topola, wierzba – 24 zł za każdy cm do 100 cm + 30 zł za każdy cm powyżej 100 cm
- brzoza, czeremcha, czereśnia, daglezja, dąb czerwony, glediczja trójcierniowa, jesion, jodła – z wyjątkiem jodły koreańskiej, kasztan jadalny, kasztanowiec – pozostałe gatunki, klon czerwony, klon jawor, klon zwyczajny, lipa, metasekwoja chińska, modrzew, olcha, orzech, sofora chińska, sosna, sumak, świerk, wiąz, wiśnia – z wyjątkiem ałyczy i wiśni wonnej, żywotnik olbrzymi – 50 zł za każdy cm do 100 cm + 60 zł za każdy cm powyżej 100 cm;
- ałycza, ambrowiec balsamiczny, buk pospolity, choina kanadyjska, cypryśnik błotny, dąb – z wyjątkiem dębu czerwonego, grab pospolity, grusza, jabłoń, jarząb pospolity, klon polny, kłęk amerykański, korkowiec amurski, leszczyna turecka, magnolia, miłorząb japoński, morwa, orzesznik, rokitnik zwyczajny, surmia, tulipanowiec amerykański, wiśnia wonna – 110 zł za każdy cm do 100 cm + 140 zł za każdy cm powyżej 100 cm;
- cis, cyprysik, głóg, jałowiec, jarząb – pozostałe gatunki, jodła koreańska, oliwnik, żywotnik zachodni – 340 zł za każdy cm do 100 cm + 420 zł za każdy cm powyżej 100 cm;
- rodzaje i gatunki drzew inne niż wymienione w grupach 1-4 –50 zł za każdy cm do 100 cm + 60 zł za każdy cm powyżej 100 cm obwodu.
Przykładowo – bezprawnie wycięty buk pospolity o obwodzie 280 cm to kara 11.000 + 25.200 = 36.200 zł. A brzoza o obwodzie 80 cm, jakich wiele pada po cichu, to kara 4.000 zł.
O ile dla właściciela ogrodu przydomowego kara finansowa rzędu 10 tysięcy zł, jest odczuwalna, bo nie ma on wymiernego zysku finansowego z wycinki, o tyle przy komercyjnych inwestycjach im wyższa cena za metr kwadratowy nowego budynku, tym większa pokusa, by nie liczyć się z prawem. Nawet w Łodzi przy średniej deweloperskiej stawce w 2025 r. za m2 mieszkania 9.907 zł przy obecnych stawkach kar wycięcie naszego przykładowego dębu to cena 3,65 m2 mieszkania. A taki dąb „marnuje” wielokrotnie więcej miejsca na działce.
Jakie są skutki takich stawek?
W Zakopanem deweloper z ul. Brzozowskiego mimo trzykrotnej odmowy wydania zezwolenia na usunięcie dorodnych drzew i ostrzeżeń burmistrza, policji i straży miejskiej na ich oczach bezczelnie usunęli drzewa. Burmistrz złożył doniesienie do prokuratury na podstawie Art. 181 par. 2 KK, mimo wątpliwości, czy sąd przychyli się do tego, że wycięcie drzew w mieście to „znacznych rozmiarów” szkoda dla środowiska.
Podobna sytuacja miała miejsce w Warszawie – firma Budrem, znana z wyburzenia bez zezwolenia zabytkowej parowozowni przy Wileńskiej, bez zastanowienia wycięła na rogu ul. Radzymińskiej i Folwarcznej dąb szypułkowy o obwodzie 205 cm i kasztanowiec biały o obwodzie 114 cm. Tu również władze dzielnicy i służby okazały się bezradne. Były to drzewa, które zgodnie z decyzją władz dzielnicy deweloper miał obowiązek przesadzić, na usunięcie 6 innych dostał zezwolenie. Grzywna w tym przypadku to raptem ok. 50.000 zł, co jest odpowiednikiem… 2,82 m2 mieszkania nowego mieszkania w tej lokalizacji. Zaś koszty przesadzenia siegałyby 200.000 zł – czyli cenie 11,29 m2 nowego mieszkania. Co ciekawe, Budrem otrzymał pozwolenie na budowę dopiero za trzecim podejściem, a i to pozwolenie zostało zaskarżone przez sąsiednią wspólnotę mieszkaniową.
Zastanawiam się, czy nie ma też możliwości wystąpienia do nadzoru budowlanego o wstrzymanie robót. Przygotowanie placu budowy jest przecież elementem prowadzonych robót. A te można zacząć w dniu, w którym decyzja o pozwoleniu na budowę staje się ostateczna – czyli z momentem, w którym nikt się od niej nie odwoła. A tu mamy do czynienia z odwołaniem! Jeśli na jego skutek pozwolenie zostanie uchylone lub zmienione, prowadzone roboty staną się samowolą ze wszystkimi tego skutkami (wstrzymanie budowy, nakaz rozbiórki, opłata legalizacyjna). Zapewne ta możliwość też będzie analizowana.
Władze dzielnicy, jak wiele innych środowisk w Polsce, zwróciły się do rządu o podniesienie w rozporządzeniu stawek kar za nielegalne wycinki tak, by przestało kalkulować się łamanie prawa. Podnoszą też, że w takim przypadku najskuteczniejsze byłoby unieważnienie wydanego pozwolenia na budowę – opóźnienia przy tego typu inwestycjach to już milionowe koszty i nawet zasobny deweloper nie zdecydowałby się na takie problemy. Kary za nielegalne usuwanie drzew powinny ponosić też firmy, które bezpośrednio je wycinały. Niestety decydenci od lat są głusi na takie postulaty, oby ministra Hennig-Kloska była odważniejsza. Tym bardziej, że nadchodzi kolejne ułatwienie w Lex Szyszko.
