Trwa remont kolejnego odcinka ul. Rewolucji 1905 Roku. Teraz drogowcy zabrali się za fragment pomiędzy ul. Sterlinga i Placem Pokoju. Bardzo cieszy ten remont, bo ruchliwa ulica była w koszmarnym stanie – brudna, z koślawymi chodnikami, niezadbanymi drzewami i dziurami w jezdni co krok.
Ozdobą tej ulicy są dorodne, stare, ale pięknie kwitnące robinie. Drzewa podnosiły miejscami chodniki wypiętrzonymi bryłami korzeniowymi, a kolczaste odrosty u ich podstaw nie były przycinane od lat. Ale radziły sobie mimo fatalnego w skutkach odchylania przycinkami koron od budynków. Teraz przyszło dla nich nowe. Przetarg ogłoszony kilka lat po wejściu w życie miejskich standardów ochrony i pielęgnacji drzew, liczyłam na zgodne z nimi traktowanie drzew. Niestety tylko odeskowania pni udają troskę o rośliny…
Społeczni Opiekunowie Drzew będą występować na prawach strony w postępowaniu dot. drzew na działce f-my Westminster. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by drzewa zostały zachowane.
Dziś Rada Miejska przyjęła uchwałę stanowiskową. Doceniam, że radni z klubu prezydenckiego odważyli się wskazać w autopoprawce, co może zrobić prezydentka Hanna Zdanowska, by ratować sytuację, skoro uparła się by sprzedać teren mimo wejścia w życie Lex Deweloper.
Kraków nie jest idealnym wzorem dbania o zieleń w Polsce, ale prowadzi też działania, które mogą być dobrym przykładem. Władze miasta o ogromnej presji inwestycyjnej od momentu protestów mieszkanek i mieszkańców wobec przeznaczenia w mpzp z 2014 r. pod zabudowę terenu Zakrzówka i nowelizacji ustawy, umożliwiającej wywłaszczanie i wykup terenów pod parki, przeznaczają co roku miliony złotych na wykupowanie terenów pod parki.
Z doświadczenia wiemy, jak silna może być presja sprawności przeprowadzenia publicznych inwestycji, zwłaszcza tych z dofinansowaniem. Czy warto upominać się o konsekwencje dla urzędników, upraszczających sobie pracę kosztem przyrody? Czy warto tropić niedopełnienie formalności i uchybienia, skutkujące wycinkami, których mogło nie być? Warto.
Po latach niszczenia drzew w Łodzi przycinkami już na pierwszy rzut oka wykonywanymi na wyrost a w imię bezpieczeństwa linii energetycznych, władze miejskie zdecydowały się wystąpić przeciwko PGE dystrybucja – właściciela sieci – z pozwem o zniszczenie drzew czyli naszego wspólnego mienia. Trąbią o tym wszystkie możliwe media – i dobrze. Jak to w naszym mieście, musi być łyżka dziegciu w szklance miodu, ale doceniamy.
Od nasilenia protestów ws. wycinek drzew w 2017 i 2018 roku, władze miejskie podjęły decyzję o informowaniu o zamiarze usunięcia drzewa na miejskich terenach „na drzewie”. Niestety nie obejmuje to analogicznych ogłoszeń „na miejscu” w przypadku drzew prywatnych – ale też nasze prawo nie przewiduje takiego obowiązku ani możliwości wejścia na prywatny teren by zawiesić informację. Wcześniej łodzianki i łodzianie sprzeciwili się takim planom m. in. na ul. Zelwerowicza, przy przebudowie ul. Śmigłego-Rydza, przy ul. Wierzbowej, Kopernika i w wielu innych miejscach. Na kartkach zwiastujących wycinkę pojawiały się też informacje, gdzie można zapoznać się z pełną decyzją zezwalającą na wycięcie drzewa i jak kontaktować się w przypadku pytań (w domyśle – i zastrzeżeń).
Jako redaktorka bloga i łodzianka złożyłam wniosek o dostęp do informacji publicznej dotyczący przyszłości drzew na dwóch działkach sprzedanych przez „miasto” deweloperowi, położonych przy ul. Kilińskiego 200 i 202. Dziękuję za sygnał w tej sprawie.
Tak, byłam dziś w miejskim raju. W raju w środku miasta, z wieżowcami pośrodku. W miejscu, które władze miasta chcą rozjechać drogami do obsługi inwestycji deweloperskich. I by to zrobić, dogadały się bez wiedzy mieszkańców z zarządem spółdzielni, a teraz prezydent miasta uruchomił procedurę ZRID.
Raj jest na ul. Wierzbowej naprzeciwko zaplecza MPK. Miałam okazję poznać „zieloną ekipę” mieszkanek i mieszkańców w 2015 r. przy okazji zniszczenia wykopami i planów wycięcia starych drzew wzdłuż ulicy podczas przebudowy. Dostaliśmy wtedy fachowe wsparcie- drzewa spokojnie dożyły kresu swoich dni, posadzono mnóstwo nowych, dorodnych grabów, a szpalery drzew zostały wpisane do planu miejscowego. Choć winnym zniszczenia korzeni raczej nic się nie stało, to i tak miło spacerować tą uliczką.
Nowe drzewa zastąpiły stopniowo stare. Fot. Urszula Niziołek-Janiak
Niestety nie byłam wcześniej na terenie tej wspólnoty. Okazuje się, że mieszkające tam osoby od lat dbają o zieleń na rozległym terenie, pielęgnują, dosadzają. Robią to mądrze, wiedząc, że takie miejsca są też ostoją dla zwierząt w centrum miasta, dlatego duża część działki nie jest koszona, a składowane zawsze w tym samym miejscu liście są celowo oddawane jeżom. Są rośliny dla zapylaczy i dla ptaków. Pnie martwych drzew są pozostawiane jako element ekosystemu, a świąteczne choinki uzupełniają kompozycje przy budynkach. Przychodzą tu dzieci z zaprzyjaźnionego przedszkola, by uczyć się dbania o przyrodę w mieście.
Tu żyją jeże. Fot. Urszula Niziołek-JaniakTędy ma przebiegać droga północ-południe. Fot. Urszula Niziołek-JaniakW miejscu zielonego budynku i drzew za nim ma biec droga wschód-zachód. Fot. Urszula Niziołek-Janiak
Pechem raju jest atrakcyjna inwestycyjnie lokalizacja – tuż przy tzw. Nowym Centrum Łodzi, obok budynków poprzemysłowych przeznaczonych w momencie uchwalania planu miejscowego do wyburzenia, a od 2017 r. do adaptacji na Fabrykę Przedsiębiorczości i nieruchomości przeznaczonych na sprzedaż (prywatne, MPK, tereny przy ZWiK). Słowem – miejsce do znacznych przekształceń. A w środku kwartału piękne drzewa i ludzie, którzy je kochają i nie zamierzają oddać ich pod drogę dla deweloperskich inwestycji.
Jak na dłoni widać skutki braku inwentaryzacji drzew i podejmowania bez nich decyzji. Gdybyśmy jako radni wiedzieli, co kryje się w głębi kwartału, zapewne odesłalibyśmy projekt do korekty. Żaden rozumny człowiek nie przeznaczyłby tak urokliwego i wartościowego przyrodniczo miejsca na ciągi transportowe, mając po sąsiedzku zabetonowany teren poprzemysłowy. Przyznaję, że sama nie wiem, czy oddałam głos za takim planem, nie znając wnętrza kwartału. Prawdopodobnie tak. Tym bardziej staram się pomóc.
Działki mają zapewnioną obsługę transportową bez nowych ulic. Fot. MPU
Co można z tym zrobić? Obawiam się, że wniosku o zmianę mpzp władze miejskie nie zaakceptują skoro już wydały decyzję ZRID. Należałoby wcześniej doprowadzić do jej uchylenia, co nie będzie łatwe.
Kompromisem byłoby zbudowanie tego układu drogowego w formie woonerfu omijającego cenne drzewa. Czy mpzp nakazuje budowanie teraz tej drogi? Czy nakazuje budowanie w całości tego układu drogowego? Nie. Plany miejscowe są narzędziem planowania wieloletniego, nie zobowiązują do inwestowania w określonym czasie. Ale oczywiście logiczne byłoby zbudowanie tych dróg równolegle do inwestycji budowlanych. Czy wydano pozwolenia budowlane? Mieszkańcy sprawdzają.
Czy możliwe jest inwestowanie w tym kwartale bez nowych ulic? Tak. Działki 9.3.U, 9.1.U, 9.2.PP i 9.4.MW/U – przeznaczona pod zabudowę wielorodzinną o wysokości do 5 kondygnacji naziemnych – mają dostęp do drogi publicznej, przejazd między nowymi budynkami można ułatwić drogą wewnętrzną. Wyznaczone planem ulice dojazdowe służą bardziej otwarciu kwartału niż obsłudze tych terenów inwestycyjnych. Widoczne to jest zwłaszcza w przypadku drogi 3KDD, wyprowadzającej ruch zapleczem marketu na wysokość korkującego się pasa ruchu przy przystanku tramwajowym na ul. Narutowicza. Oczywiście inwestorzy mają prawo spodziewać się, że miasto umożliwi im planowanie zabudowy z wykorzystaniem nowych ulic 4KDD i 5KDD, ale powinien wtedy pokryć ich budowę z własnych środków na podstawie umowy z art. 16 Ustawy o drogach publicznych. O stosowaniu tego przepisu pisałam w kwietniu.
Trudnym elementem jest nakaz lokowania w parterach lokali usługowych od strony przestrzeni publicznych – dotyczy to także zaplanowanych ulic. Ale ich klasa pozwala na zrealizowanie jej w formie esującego woonerfu zachowującego istniejące drzewa jako element nowego szpaleru. Mpzp nie przesądza bowiem o organizacji ruchu ulic, jedynie wytycza korytarz drogowy (mogą w nim być i chodniki, i zieleńce, i drzewa), wskazuje ich klasę i ilość pasów – w tym przypadku 1/2 czyli po jednym zwykłym pasie w dwu kierunkach. Widoczny na planie szpaler drzew też może być zrealizowany w różnych miejscach, plan nakazuje po prostu obsadzenie ulicy drzewami. Przebieg jezdni można więc prawdopodobnie zaprojektować w taki sposób aby omijał cenne drzewa. Tym bardziej, że plan stanowi „zakaz wycinki drzew, za wyjątkiem cięć koniecznych podyktowanych względami bezpieczeństwa bądź kolidujących z zabudową lub infrastrukturą”. Wilk byłby syty i owca… poturbowana. Ale wymaga to dobrej woli władz miasta i spółdzielni oraz porządnych negocjacji wspartych przez ekspertów.
Wydawanie decyzji o lokalizacji zjazdów z dróg publicznych na tereny inwestycji nie pierwszy raz jest tematem zgłoszonym na naszych dyżurach. Dostęp do drogi publicznej – bezpośredni lub za pośrednictwem np. drogi wewnętrznej – jest warunkiem uzyskania pozwolenia na budowę czy podzielenia działki. Zarząd Dróg i Transportu mało przejmuje się w tej procedurze drzewami, swoje dokłada też brak inwentaryzacji drzew, zwłaszcza w pasach drogowych i brak konsultacji z Wydziałem Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Dochodzi wtedy albo do wycinek – co budziło sprzeciw np. na ulicach Starego Polesia, albo do kuriozalnych rozwiązań, jak na poniższym zdjęciu.
Jakiś czas temu w parku Staszica – niewielkim zabytkowym terenie zieleni, na drzewach wzdłuż ulicy Uniwersyteckiej rozpleniły się jemioły. Mimo sygnałów kierowanych do Zarządu Zieleni Miejskiej, drzewa kilka lat czekały na pomoc. W końcu jej doczekały, choć jedno z nich powaliła wichura. W tym czasie ptaki, gromadnie gniazdujące w parku, rozniosły nasiona jemioły na okoliczne drzewa. Dziś jest to już cała plaga, wymagająca kosztownej interwencji – nie tylko na terenach należących do miasta, ale i prywatnych np. firmy Comarch. Ucierpiały zwłaszcza drzewa przyuliczne, już wcześniej osłabione warunkami bytowymi. Jedno po drugim zamiera. kto za to zapłaci?